Niedziela, pierwsze kroki… pierwsze irytacje

Chciałem napisać o mile spędzonej niedzieli. Chciałem napisać o fajnych atrakcjach. Po otwarciu skrzynki zobaczyłem 8 wiadomości z prośbą o akceptację komentarzy do mojego pierwszego wpisu. Każdy z komentarzy jest po angielsku, każdy wychwala jak to trafiłem w samo sedno sprawy (wtf?!) i jak to wszyscy się ze mną zgadzają. Bo ja się kurwa urodziłem wczoraj, tak? Wszyscy anglojęzyczni doskonale potrafią czytać po polsku bądź korzystają z translatora, bo akurat mój blog jest tak zajebisty, że nie wiadomo skąd wszyscy chcą go czytać i komentować w pozytywny sposób. To ledwie pierwsze kroki a już zaczyna mnie ten portal wkurwiać. Dosadnie!

A teraz o niedzieli. Pogoda i okoliczności sprzyjają. Po ostatnich wydarzeniach, staraniach i mądrych słowach zmieniam nastawienie. Efektem tego zamiast samoczynnie powstrzymywać się od pewnych rzeczy wybrałem się na wycieczkę. O tak! Krótka, jednodniowa, ale fajna. Fajne rzeczy do obejrzenia. Oczywiście nie wszystkie, bo większość tzw. „atrakcji” nie zasługuje nawet na wymienienie ich w przewodniku, ale cóż… małe miasteczka też muszą się czymś reklamować. Niemniej jednak to co stanowiło cel wycieczki sprostało mym oczekiwaniom i wywołało należyte zachwyty. Oba właściwie cele podstawowe + może poboczny także. Było fajnie, było miło. Za tydzień w planie kolejny wypad. Dłuższy tym razem. Muszę jeszcze tylko nawiązać kontakt z miejscowym i dopytać o możliwość odwiedzin 🙂

Na koniec z okazji wiosny zacytuję klasyka:
„Niech miłość rozkwita, niech stoi Wam pyta…”

Jedna myśl do “Niedziela, pierwsze kroki… pierwsze irytacje”

Dodaj komentarz