Zmiany

Ostatnio bardzo wiele się dzieje. Natłok pracy zrobił się ogromny i wpływa to na mnie nieco osłabiająco. Jednak nie tylko pracą żyję i się nie daję. Swoje robię dalej. Niedawno oglądałem mieszkanie, dziś podpisałem umowę. Za miesiąc przenosiny. Czas najwyższy!

Życie towarzyskie przebiega w miarę pozytywnie. Ledwo wyrabiam, ale nie zamierzam zwalniać tempa. To nakręca 🙂

A teraz coś, co miałem już wiele miesięcy temu zamieścić, tylko mi wtedy chyba nlog padł:
„Konfliktem nuklearnym w 2017 rozpocznie się apokalipsa” – jak już takie napisy pojawiają się na murach, to koniec jest bliski!

Wieczorny dylemat…

Zacznę dziś od tego, że się wkurwiłem. Nie dzisiaj, wczoraj. Ale dziś dopiero o tym piszę. Bo ja wszystko rozumiem, że są ludzie, z którymi można coś planować i są tacy, z którymi nie można. Ale jeśli wiem, że nie można, to ja to rozumiem, nie planuję, nie wkurwiam się i żalu nie mam. Jeśli jednak pod uwagę biorę kogoś, kogo znam na tyle, aby dość skutecznie przewidywać z jakich planów zrezygnuje a z jakich nie, to już się idzie wkurwić, jeśli mimo wszystko rezygnuje z tego, z czego miał nie rezygnować. Mieszam? To spróbuję prościej. Jeśli od początku planowania słyszę wyrazy aprobaty, jeśli trwa ten stan przez dobry tydzień a na sam koniec słyszę głupie wymówki, to się wkurwiam. I żal mam. I słusznie przecież. A z drugiej strony nawet nie chce mi się na ten temat rozwodzić.

Dylemat natomiast dotyczy tego, co częstokroć nachodzi mnie w weekendy. Z jednej strony bym się z chęcią czegoś napił. Najebał nawet. Powstrzymuje mnie od tego jednak ściśle przestrzegana dieta. Z drugiej strony jutro dopiero będę żałował, jeśli się nie napiję. A jutro wieczorem mnie najdzie mocno. Nie wiem czemu, ale tak mam co niedzielę, kiedy wiem, że nie mogę ze względu na porę. Cóż, może strzelę jednego browara… albo 3. Wszak jak nie sprawdzę jak to wpływa na wagę to będzie mi to chodziło po głowie cały czas. Póki co idę na serial.

Piwa mi się chce

Minęło kilka dni odkąd założyłem bloga. Odpukać anglojęzyczne, natarczywe gloryfikacyjne komentarze przestały się pojawiać. Wciąż tylko nie mogę przywyknąć do interfejsu w tym serwisie, ale… no to dopiero trzeci wpis, więc czego wymagać, jeśli nawet nie raczyłem dobrze się tu porozglądać? Przede mną na pewno pokombinowanie z wielkością czcionek. To na kiedy indziej oczywiście.

Z ostatnich rewelacji: przyszło mi dziś ugasić niewielki pożar. Wieczorem niemalże na pełnym spontanie wylądowałem na koncercie Perfectu. Nie obeszło się bez drobnych komplikacji, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Jak to na dużych koncertach – muszę przyznać, że fajnie było. Choć oczywiście chęci tylko na koncert w innych klimatach nabrałem 🙂 Trzeba będzie się rozejrzeć, czy jakiś z dawien ulubiony artysta czasem nie wystąpi w 71.

Niedziela, pierwsze kroki… pierwsze irytacje

Chciałem napisać o mile spędzonej niedzieli. Chciałem napisać o fajnych atrakcjach. Po otwarciu skrzynki zobaczyłem 8 wiadomości z prośbą o akceptację komentarzy do mojego pierwszego wpisu. Każdy z komentarzy jest po angielsku, każdy wychwala jak to trafiłem w samo sedno sprawy (wtf?!) i jak to wszyscy się ze mną zgadzają. Bo ja się kurwa urodziłem wczoraj, tak? Wszyscy anglojęzyczni doskonale potrafią czytać po polsku bądź korzystają z translatora, bo akurat mój blog jest tak zajebisty, że nie wiadomo skąd wszyscy chcą go czytać i komentować w pozytywny sposób. To ledwie pierwsze kroki a już zaczyna mnie ten portal wkurwiać. Dosadnie!

A teraz o niedzieli. Pogoda i okoliczności sprzyjają. Po ostatnich wydarzeniach, staraniach i mądrych słowach zmieniam nastawienie. Efektem tego zamiast samoczynnie powstrzymywać się od pewnych rzeczy wybrałem się na wycieczkę. O tak! Krótka, jednodniowa, ale fajna. Fajne rzeczy do obejrzenia. Oczywiście nie wszystkie, bo większość tzw. „atrakcji” nie zasługuje nawet na wymienienie ich w przewodniku, ale cóż… małe miasteczka też muszą się czymś reklamować. Niemniej jednak to co stanowiło cel wycieczki sprostało mym oczekiwaniom i wywołało należyte zachwyty. Oba właściwie cele podstawowe + może poboczny także. Było fajnie, było miło. Za tydzień w planie kolejny wypad. Dłuższy tym razem. Muszę jeszcze tylko nawiązać kontakt z miejscowym i dopytać o możliwość odwiedzin 🙂

Na koniec z okazji wiosny zacytuję klasyka:
„Niech miłość rozkwita, niech stoi Wam pyta…”

Słowo wstępne

Witajcie,

minęło kilka miesięcy odkąd zamieściłem ostatni publiczny wpis w sieci. Poprzednie wpisy zamieszczane były w podobnych odstępach czasowych, jednak w ostatnim okresie odczułem wzmożoną chęć dzielenia się swymi przemyśleniami z potencjalnymi odbiorcami. Na przeszkodzie stanął jednak problem techniczny, który dotknął poprzedniego miejsca, które przez kilka lat zdołało pomieścić (jeśli mnie pamięć nie myli) coś powyżej 1800 wpisów. Pozostała nostalgia i żal oraz nadzieja, że jeszcze kiedyś wszystko zostanie przywrócone. Nim jednak to nastąpi podjąłem kroki wznowienia bloga na nowym serwerze.

Choć nie wypada źle wyrażać się o gospodarzach, to pierwsze wrażenia nie są zbyt pozytywne. Jakieś to zbyt rozbudowane, jakieś cholerstwa mi tu wyskakują z boku co chwilę. Jakieś mało intuicyjne (na początku przynajmniej). Nie to co stary dobry nlog. Trudno, czasy się zmieniły, trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Byle było stabilne, byle by działało i nie doprowadzało do szału powolnością działania. Jeśli jeszcze przypadkiem okaże się, że i inni blogerzy stanowią podobne środowisko co na nlogu, to całkiem przyjemna może się okazać ta przeprowadzka.

Podobnie jak przy pierwszym wstępie tak i przy reaktywacji na dzień dobry zaznaczam, iż piszę przede wszystkim dla siebie. Potencjalni odbiorcy wraz ze swymi komentarzami mile widziani, choć nie wymagani. Zajrzy może stary znajomy z polecenia, zajrzy może ktoś przypadkowy – jeśli się spodoba, to pewnie zajrzy ponownie. Jeśli treści mu się nie spodobają bądź wręcz urażą – niekulturalnie acz dosadnie powiem, iż mam na to wyjebane. Treści będą różne w zależności od bieżących wydarzeń mniej lub bardziej wpływających na moje życie, w zależności od przemyśleń bądź tego co zobaczę, usłyszę, poczuję. Najbardziej zależy mi na tym, aby po latach móc wrócić do starych wpisów i nawet jeśli zapomnieć czego konkretnie dotyczyły, to doskonale się ze sobą zgadzać w kwestii światopoglądu. To chyba tyle tytułem wstępu.

(Teraz jak to kurwa się dodaje?!)